postanowiłam wrócić na bloga. powód jest prosty - kolejne biennale w wenecji za nami, więc jest o czym pisać. to znaczy zawsze jest o czym pisać, ale teraz to szczególnie! :) będzie się działo.
Showing posts with label places. Show all posts
Showing posts with label places. Show all posts
Tuesday, 17 October 2017
Zapowiedź - seria postów na temat Biennale di Venezia 2017
dzień dobry!
postanowiłam wrócić na bloga. powód jest prosty - kolejne biennale w wenecji za nami, więc jest o czym pisać. to znaczy zawsze jest o czym pisać, ale teraz to szczególnie! :) będzie się działo.
postanowiłam wrócić na bloga. powód jest prosty - kolejne biennale w wenecji za nami, więc jest o czym pisać. to znaczy zawsze jest o czym pisać, ale teraz to szczególnie! :) będzie się działo.
Tuesday, 11 March 2014
padiglione italia
im dłużej o biennale myślę, tym bardziej chcę coś napisać, i tym bardziej nie chce mi się do pisania siadać :)
pozrzędziłąm w poprzednim poście więc wreszcie nadszedł czas na pozytywne relacje.
tak, jak dwa lata temu, podzieliłam posty według klucza - pawilon włoski, pawilony międzynarodowe, arsenał. nie piszę o rzeczach, które nie zapadły mi w pamięć. minęło kilka miesięcy od wycieczki na biennale, więc łatwiej mi zdecydować co naprawdę pozostaje we mnie po weneckim maratonie. miłego oglądania i czytania!
błądząc po salach włoskiego pawilonu, straciwszy już prawie nadzieje na uniesienia w obliczu kolekcjonerskiej manii gioni, weszliśmy do sali, gdzie wisiały te ciemne, jakoby przygnębiające obrazy. kiedy myślę o zeszłorocznym biennale jest to pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy - to wspomnienie, objawienie, płynna stal morza północnego w pomieszczeniu niewielkich rozmiarów. z daleka zaskoczyła mnie precyzja, która chwilę później okazała się żartem, widziałam szczegółowo namalowane grzywy fal, bo chciałam je widzieć, a naprawdę na obrazach były tylko lekkie pociągnięcia białej farby na zimnej czerni. tylko na jednych chyba płótnie widać fragment statku. reszta to abstrakcja. krystaliczna melancholia i ciemna strona duszy. (towarzyszył im serra, ale zakładam, że o nim mądrzejsi ludzie już wszystko powiedzieli).
"himmelfarben" - kolory nieba. akurat w tej wersji kuratorska miłość do kolekcjonowania nawet mnie przekonuje. szkoda tylko, że te prace powstały w 1976 roku. eh, nowoczesność... malarz, grafik i reżyser. ikona realizmu socjalistycznego, a tu taki hołd ku czci ulotności i efemerydzie. hołd zimny, logiczny i wręcz biurokratyczny. poeta - urzędnik. kocham sprzeczności.
pozrzędziłąm w poprzednim poście więc wreszcie nadszedł czas na pozytywne relacje.
tak, jak dwa lata temu, podzieliłam posty według klucza - pawilon włoski, pawilony międzynarodowe, arsenał. nie piszę o rzeczach, które nie zapadły mi w pamięć. minęło kilka miesięcy od wycieczki na biennale, więc łatwiej mi zdecydować co naprawdę pozostaje we mnie po weneckim maratonie. miłego oglądania i czytania!
Thierry De Cordier
błądząc po salach włoskiego pawilonu, straciwszy już prawie nadzieje na uniesienia w obliczu kolekcjonerskiej manii gioni, weszliśmy do sali, gdzie wisiały te ciemne, jakoby przygnębiające obrazy. kiedy myślę o zeszłorocznym biennale jest to pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy - to wspomnienie, objawienie, płynna stal morza północnego w pomieszczeniu niewielkich rozmiarów. z daleka zaskoczyła mnie precyzja, która chwilę później okazała się żartem, widziałam szczegółowo namalowane grzywy fal, bo chciałam je widzieć, a naprawdę na obrazach były tylko lekkie pociągnięcia białej farby na zimnej czerni. tylko na jednych chyba płótnie widać fragment statku. reszta to abstrakcja. krystaliczna melancholia i ciemna strona duszy. (towarzyszył im serra, ale zakładam, że o nim mądrzejsi ludzie już wszystko powiedzieli).
hiperrealizm!!!
najseksowniejsza męska pacha w dziejach biennale. wyczytałam, że te obrazy są malowane godzinami, dniami, tygodniami... wyłącznie w naturalnym świetle. jest w nich klimat. nie wiem, czy fotografie oddają atmosferę ciepła i przychylnego spojrzenia na męski akt, ale w rzeczywistości właśnie to spojrzenie przebija z tych niewielkich obrazów, o powierzchni gęstej od farby, tak, że faktura nadaje im coś jakby trzeci wymiar. przychodzi (raczej wszystkim jak mniemam) skojarzeniem z lucianem freudem. z tą różnicą, że jest tu dużo więcej uczucia, a nie współczucia. tak myślę. :)
Andra Ursuta
niestety widać mnie w szybce. :( andra ursuta pochodzi z rumunii. te zamknięte za szkłem pokoiki rodem z domku dla lalek to wg tego, co piszą w katalogu - reminiscencje z jej rumuńskiego dzieciństwa. piszą też o traumie i egzorcyzmach, których dokonuje konstruując wierne rekonstrukcje i zamykając je w szklanych pudełkach. trochę zdziwił mnie ten opis, bo według mnie jest tu przede wszystkim tęsknota. pod przykrywką ćwiczenia pamięci i wyrzucania zalegających w niej wspomnień kryje się chęć powrotu. tak to widzę. bardzo mnie uderzyły te obiekty. też często o nich myślę.
KP Brehmer
"himmelfarben" - kolory nieba. akurat w tej wersji kuratorska miłość do kolekcjonowania nawet mnie przekonuje. szkoda tylko, że te prace powstały w 1976 roku. eh, nowoczesność... malarz, grafik i reżyser. ikona realizmu socjalistycznego, a tu taki hołd ku czci ulotności i efemerydzie. hołd zimny, logiczny i wręcz biurokratyczny. poeta - urzędnik. kocham sprzeczności.
nie mogłam odkleić nosa od szyby, a oczu od 367 maleńkich karteczek z notesu - zapisu "dialogu" londono z tekstami, które go inspirują. "obrazy wewnętrznego uniwersum prozy i poezji". w niektórych widać oczywiście skąd pochodzą, inne istnieją poza czasem i słowami, które posłużyły za pretekst. wybrałam pierwsze-lepsze, inne zachowam dla siebie ;) z zazdrości!
tyle na dziś :) następnym razem arsenał.
Friday, 7 March 2014
palazzo enciclopedico
(zamiast wstępu)
kilka słów na temat kur, tfu! kuratora biennale 2013. otóż osobiście nie podoba mi się on, nie lubię i nie wiem co on tam wyczyniał, nie udało mu się. w ogóle moim "natchnieniem" do opisania własnego doświadczenia stał się wywiad z onym, niejakim massimiliano gioni. najmłodszy w historii, wspaniale zapowiadający się u progu nieźle już rozkręconej, świetlistej kariery bełkotał do kamery takie bzdury, że włos siwiał na skroni. pomimo obrotów tej gwiaździstej postaci wśród gigantów pokroju maurizio cattelan czy francesco bonami, chyba nie zdołał stanąć na wysokości zadania. wśród potoku słów udało mi się uchwycić myśl, że oto on massimiliano g. wynalazł nowe horyzonty, wytyczył tor, którym biegnie nowoczesność w towarzystwie artystów niedocenianych, właściwie nieartystów (z czasów zamierzchłych), że oto on massimiliano g. zgromadził niezliczoną ilość artefaktów cudownych, tak odkrywczych, że wątpi czy my, publiczność biennale, nie tylko nie będziemy w stanie docenić (do czasu iluminacji, której powinniśmy pod wpływem wystawy doznać), ale i zrozumieć. tu się nie pomylił. ponoć rekordem tego biennale była uczestnicząca w nim ilość nieboszczyków. wykopanych spod ziemi tu i tam, również w najdalszych zakątkach globu, odkurzonych na strychach i w okrytych pleśnią piwnicach. ewidentny wielbiciel kolekcjonowania zademonstrował na biennale olbrzymie zbiory różnych przedmiotów. zabrakło przewodniej myśli, choć trudno o bardziej konkretny temat: pałac encyklopedyczny - jako kompendium wiedzy o świecie ułożone w logicznym porządku. nie bardzo dotarł do mnie kuratorski przekaz, oprócz jednego - pokazać zbiory rzeczy dziwnych, reszta rozmyła się w bezbrzeżnym morzu przedmiotów zetlałych, ustawionych w równych rządkach w kilometrowych salach. co to ma do rzeczy z osiągnięciami w sztuce na przestrzeni ostatnich dwóch lat? no nie wiem. za głupia jestem, to pewne. nie zachwyciłam się - szkoda, moja strata. na szczęście nawet dla gioni niemożliwym okazało się, przy tak olbrzymiej wystawie, przypadkowo, omyłkowo i mimochodem nie dorzucić paru prawdziwych pereł.
ps. jestem pewna, że carl gustav jung podskoczył z radości w grobie na wieść, że jego czerwona księga była gwoździem programu biennale 2013,zazdrośnie jednak łypiąc na salę gdzie rudolf steiner dzielił przestrzeń z dwójką niestrudzonych performerów.
Thursday, 20 February 2014
othello
asti, 18th feb. 2014. intense, deep and suprising. masterpiece, inversion and eversion of othello's and iago's characters. annoying pauses and walks. endless applause.
Wednesday, 22 May 2013
Monday, 25 March 2013
kiss the princess / villa paolina / earth hour 2013
we celebrated the wwf's "earth hour" in the darkness... in the forest, by the pond with frogs, toads and tritons. it was beautiful and exciting, especially for filip. he has kissed like three or four toads calling them beautiful sweethearts. fortunately none of them has turned to be a princess. ;)
I learned a lot about the amphibians thanks to a lecture of a herpetologist. and I was quite sad and surprised to get to know that maybe we are one of the last people on this earth to coexist with amphibians, as the populations and species decrease so fast. the number of amphibians decreased of 70% in last 35 years, and we've lost 120 species since 1980, about a third of the species risks the extinction.
goodbye bufo viridis, hyle intermedia, lissotrion vulgaris and mesotriton alpestris.
and thank you humankind :(
I learned a lot about the amphibians thanks to a lecture of a herpetologist. and I was quite sad and surprised to get to know that maybe we are one of the last people on this earth to coexist with amphibians, as the populations and species decrease so fast. the number of amphibians decreased of 70% in last 35 years, and we've lost 120 species since 1980, about a third of the species risks the extinction.
goodbye bufo viridis, hyle intermedia, lissotrion vulgaris and mesotriton alpestris.
and thank you humankind :(
Thursday, 28 February 2013
giannini & luzzati
mi rendo conto che dovrei scrivere qualcosa in italiano... ma tanto qua, tra le alpi e mar ligure, tutti lo conoscono più che bene il egregio signor luzzati, e quindi lasciamo perdere le mie spiegazioni del cavolo. magari, se il tempo non stringe, guardate solo le foto! ;)))
to jest muzeum kina w turynie! w niedziele wybraliśmy się, właśnie tutaj, z dziećmi na wystawę luzzatiego i gianiniego. luzzati to chyba niezbyt znana postać w polsce, ale tutaj miedzy alpami i morzem liguryjskim raczej tak. autor niezliczonej ilości prac, ilustrator książek dla dzieci, autor filmów animowanych.
wystawa, którą odwiedziliśmy to zbiór storyboardów, szkiców, rysunków tła i postaci, wykonanych przez luzzatiego i wykorzystanych w filmach (w tym dwóch które kandydowały do oskara), stworzonych w duecie gianinim na przestrzeni ich wieloletniej współpracy.
mam wielki sentyment do luzzatiego.jak dla mnie jest artystą totalnym, i to (moim zdaniem) widać we wszystkim co zrobił. czuję te twory, rysunki i collages od początku do końca, tam nie ma ani okruszynki oszustwa i udawania, tandeta zamienia się w bogactwo, a blichtr w zaczarowany świat.
najbardziej zaczarowany jest oczywiscie "czrodziejski flet".
na każdym kroku przewija się pulcinella. (niestety nie przepadam za commedia dell'arte.)
no i cudowna "sroka złodziejka" - czyż nie jest niesamowita?
a jak pieknie tanczy! prawdziwa baletnica.
mam nadzieję, że luzzati zza grobu wybaczy mi tę profanację...
szkoda tylko, że przeogromna wystawa "rozsypała" się we wnętrzu monumentalnej wieży - mole antoneliana. z jednej strony ciasny pawilonik w środku głównego holu, z drugiej - długa wspinaczka po spirali we wnętrzu, sprawiły, że nie można było nacieszyć się "byciem" w świecie luzzatiego, a eksponaty z muzeum kina (ogromne scenografie i ekrany z fragmentami znanych filmów) skutecznie zakłócały odbiór. no cóż, bywa i tak. mimo wszystko było warto.
you can read in english about the luzzati-gianini exhibition in mole antoneliana HERE.
anf for all those who wanto to see the famous luzzati's aniimations, please have a look HERE.
enjoy! :)))
Tuesday, 12 February 2013
la mitica 5ª E (non una calsse qualsiasi) / milano
9 febbraio 2013, sabato é stata una bellissima giornata. :)))))))))
sono stata a milano :) con pat (www.patriziafato.it) e con i piccoli selvaggi e le piccole pesti della "mitica 5ª E" (ma questa espresione l'avevo imparato solo alla fine della mattinata) per fare un laboratorio molto, ma molto segreto. ci siamo trovati in una grandiosa location di susana ceruti, che si chiama officina "mano libera" per indurre i ragazzi a creare dei testi e disegni - un laboratorio di creatività in forte conessione con la nostra attività in memoramia ;)
eravamo tanto coinvolte, occupate e emozionate che non ci era neanche passato per la mente di fare delle foto, la camera fotografica é rimasta inutilizzata nella tasca delle mia borsa. un disastro! la prossima volta (spero ci sarà una prossima volta!) mi devo impostare la sveglia nel cellulare per tirarla fuori e fare la documentazione :).
la prima cosa che mi ha molto sopreso (forse non dovrebbe, non lo so) era la scelta dei tavoli - i ragazzi si sono immediatamente divisi tra maschi e femmine. é l'età? o cercavano di indovinare le nostre aspettative? per rispetto alle loro scelte non abbiamo cambiato niente. doveva rimanere una cosa spontanea in tutto e per tutto.
per davvero a tutto ci ha pensato pat, ogni partecipante poteva scegliere tra tante domande che stimolavano la immaginazione senza confini.ma... i ragazzi hanno preferito stare dentro uno schema e hanno deciso di scegliere proprio gli stessi foglietti, e come non bastasse si sono lanciati nel scrivere e disegnare quasi le stesse cose, ma per fortuna con stili e grafie diverse :)
e così, sotto un provisorio titolo di "reparto di cardiologia" sono stati creati i disegni delle ragazze:
..."la menagerie dei pachidermi" dei ragazzi:
e la prolifica produzione letteraria:
la giornata ci ha procurato delle grandi soddisfazioni, ragazzi che erano arrivati un pochino distratti si sono messi a scrivere e disegnare con grande impegno (grazie matias!), altri concentratissimi dall'inizio alla fine (filippo :))), a mia sorpresa sono stata abbracciata più volte (milani, mariah e alabama, baci ragazze), si sentivano grandi risate di roberto, sottofondo musicale garantito da arianna, ringrazio per i bellissimi sorrisi di ragazze e acute battute di maschietti, attenta spiegazione di martina, e per perfino elias, che non aveva grande spirito di partecipazione (capisco perfettamente il sabato bisogna sopratutto giocare, vero josé?) non ci ha lasciate a mani vuote! ma sopratutto ringrazio moltissimo patrizia la mia insostituibile socia in questa fantastica avventura :)))
abbiamo concluso con uno brainstorming, sopratutto con le femmine, che ci hanno svelato piccoli segreti della classe, scelto le loro preferenze per organizzazione del materiale, ideato il titolo e altri particolari del progetto di cui non posso svelare i dettagli...da tutto questo nascerà presto una sorpresa. speriamo in bene!
the texts and drawings that you see on the pictures were made by the kids - "the small savages and little plagues from mythical 5 th E" form one of the milan elementary schools, during my one-day trip to milan. saturday the 9th, together with patrizia, we made a creative workshop for kids (10-11years old) in "officina mano libera" - beautiful place in the center of the city. the children were to write and draw in order to create together a book that shall be (tsss...) a surprise for someone very special.
sono stata a milano :) con pat (www.patriziafato.it) e con i piccoli selvaggi e le piccole pesti della "mitica 5ª E" (ma questa espresione l'avevo imparato solo alla fine della mattinata) per fare un laboratorio molto, ma molto segreto. ci siamo trovati in una grandiosa location di susana ceruti, che si chiama officina "mano libera" per indurre i ragazzi a creare dei testi e disegni - un laboratorio di creatività in forte conessione con la nostra attività in memoramia ;)
eravamo tanto coinvolte, occupate e emozionate che non ci era neanche passato per la mente di fare delle foto, la camera fotografica é rimasta inutilizzata nella tasca delle mia borsa. un disastro! la prossima volta (spero ci sarà una prossima volta!) mi devo impostare la sveglia nel cellulare per tirarla fuori e fare la documentazione :).
la prima cosa che mi ha molto sopreso (forse non dovrebbe, non lo so) era la scelta dei tavoli - i ragazzi si sono immediatamente divisi tra maschi e femmine. é l'età? o cercavano di indovinare le nostre aspettative? per rispetto alle loro scelte non abbiamo cambiato niente. doveva rimanere una cosa spontanea in tutto e per tutto.
per davvero a tutto ci ha pensato pat, ogni partecipante poteva scegliere tra tante domande che stimolavano la immaginazione senza confini.ma... i ragazzi hanno preferito stare dentro uno schema e hanno deciso di scegliere proprio gli stessi foglietti, e come non bastasse si sono lanciati nel scrivere e disegnare quasi le stesse cose, ma per fortuna con stili e grafie diverse :)
e così, sotto un provisorio titolo di "reparto di cardiologia" sono stati creati i disegni delle ragazze:
..."la menagerie dei pachidermi" dei ragazzi:
e la prolifica produzione letteraria:
la giornata ci ha procurato delle grandi soddisfazioni, ragazzi che erano arrivati un pochino distratti si sono messi a scrivere e disegnare con grande impegno (grazie matias!), altri concentratissimi dall'inizio alla fine (filippo :))), a mia sorpresa sono stata abbracciata più volte (milani, mariah e alabama, baci ragazze), si sentivano grandi risate di roberto, sottofondo musicale garantito da arianna, ringrazio per i bellissimi sorrisi di ragazze e acute battute di maschietti, attenta spiegazione di martina, e per perfino elias, che non aveva grande spirito di partecipazione (capisco perfettamente il sabato bisogna sopratutto giocare, vero josé?) non ci ha lasciate a mani vuote! ma sopratutto ringrazio moltissimo patrizia la mia insostituibile socia in questa fantastica avventura :)))
abbiamo concluso con uno brainstorming, sopratutto con le femmine, che ci hanno svelato piccoli segreti della classe, scelto le loro preferenze per organizzazione del materiale, ideato il titolo e altri particolari del progetto di cui non posso svelare i dettagli...da tutto questo nascerà presto una sorpresa. speriamo in bene!
the texts and drawings that you see on the pictures were made by the kids - "the small savages and little plagues from mythical 5 th E" form one of the milan elementary schools, during my one-day trip to milan. saturday the 9th, together with patrizia, we made a creative workshop for kids (10-11years old) in "officina mano libera" - beautiful place in the center of the city. the children were to write and draw in order to create together a book that shall be (tsss...) a surprise for someone very special.
Monday, 11 February 2013
winter
what, in italy, is being called "weather anomalies", "meteorological disaster", "extreme weather conditions" or "public communication system paralysis" in other countries lasts for at least 3 months and is called WINTER.
dear winter, finally we have you here. thank you!
ciò che, in Italia, è stato chiamato "anomalie climatiche", "disastro meteorologico", "condizioni meteorologiche estreme" o "paralisi della comunicazione pubblica" in altri paesi ha una durata di almeno 3 mesi e si chiama INVERNO.
caro inverno, finalmente ti abbiamo qui. grazie!
dear winter, finally we have you here. thank you!
ciò che, in Italia, è stato chiamato "anomalie climatiche", "disastro meteorologico", "condizioni meteorologiche estreme" o "paralisi della comunicazione pubblica" in altri paesi ha una durata di almeno 3 mesi e si chiama INVERNO.
caro inverno, finalmente ti abbiamo qui. grazie!
zima panie i panowie :)))
Wednesday, 23 January 2013
metahistoria / metahistory
metahistory
The overarching narrative or ‘grand récit’ that gives order and
meaning to the historical record, especially in the large-scale
philosophies of history. (answers.com)
metastòria s. f. [comp. di meta- e storia]. – termine introdotto (1937) dallo storico aldo ferrabino per indicare la sfera di ciò che, pur non sovrastando la storia, permane costante nel fluire di questa.(treccani.it)
metahistoria - termin używany we współczesnej historiografii, oznaczać może świadome lub nieświadome nieobiektywne podejście do tematu, powielanie mitów historycznych. Czasami terminu używa się jako równoznacznego z filozofią historii. (wikipedia.org)
zaczynam od definicji. ale będzie o książkach, które ostatnio przeczytałam.
po pierwsze - kolejny raz z jamesem frazerem i jego "złotą gałęzią".
po drugie - dwa skoki na głęboką wodę w "ziemie zgryzoty" i "południe i magia" ernesto de martino.
a zaczęło się niewinnie od książeczek dla dzieci. bajeczek braci grimm, sarnich płuc i wątroby, jakoby należących do królewny śnieżki, ofiarowanych złej królowej ku pokrzepieniu się treściwym posiłkiem i jako dowód na śmierć pasierbicy (córki?) [tu, mozna poczytac o tym po wlosku]. wiedziona impulsem pogłębiania swojej wiedzy na ten temat (blablabla), wciągnęłam się na dobre w lekturę opracowań alison lurie, która dociekała źródeł bajek dla dzieci, analizując w pierwszej kolejności biografie autorów, a następnie badania angielskich i amerykańskich (pseudo)naukowców nad folklorem dziecięcym. (o tym pisałam w tym poście) podobno dzięki analizie bajek dla dzieci, przypowieści ludowych i tym podobnych można zrekonstruować scenariusze pierwotnych rytuałów, które służyły ochronie przed strachem, niepewnością, niewyjaśnionym zjawiskom. lurie uważa, że dzieci poprzez bajki maja możliwość przeżyć / przetrawić / uwolnić się od trudnych uczuć - zazdrości, złości, strachu przed opuszczeniem.
rytuały natomiast opisał dokładnie james frazer, rozłożył na czynniki pierwsze religie z rożnych stron świata, wszystkie znane ówcześnie wierzenia i tak dalej. jednym z ciekawszych fragmentów "złotej gałęzi" jest właśnie część poświęcona rożnym częściom ciała (grzechoczące żółte zęby, hehe) - przy okazji pozdrawiam wszystkie wróżki-zębuszki i inne myszki płacące za dzieciom za zęby, mamy miłośniczki porodów lotosowych, tudzież zbierające dziecięce kosmyki, pamiątki po przodkach i ozdoby choinkowe ;) i polecam im gorąco tę lekturę.
o ile dla lurie dziecko jest człowiekiem nieucywilizowanym, przechodzącym podczas dorastania tę sama drogę jaką przeszedł rodzaj ludzki podczas tysięcy lat swojego istnienia, tak ernesto de martino opisuje w swojej książce "zapomniany" przez świat obcas włoskiego buta. lukania, kalabria i apulia to tak zwane "europejskie indie", nie poddający się ucywilizowaniu region włoch, gdzie z powodzeniem do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przetrwały magiczne wierzenia, wzmocnione dodatkowo przez zintegrowanie z religią chrześcijańską w swej najsurowszej katolickiej odmianie. owe ludowe "tradycje" to (wg. de martino) nic innego jak próba radzenia sobie z problemami nieuczonych ludzi wystawionych na głęboki stres związany z biedą, niedożywieniem, fizycznym zmęczeniem i rożnymi formami przemocy typowymi dla tego typu społeczeństw uwikłanych dodatkowo w seksualne tabu. w "ziemi zgryzoty" (którą nabyłam w samej słynnej galatinie, trzy kroki od kaplicy św. pawła) opisane są bardzo dokładne badania etnograficzne nad zjawiskiem tarantyzmu. niesamowita, bardzo emocjonująca książka, po której niestety pozostaje lekki niedosyt i pytanie "dlaczego?". "sud e magia" jest szerszym spojrzeniem na tę zagadkę i właśnie tu wracamy do definicji metahistorii. de martino używa tego pojęcia bardzo często. zanurzona po uszy w swej głębokiej ignorancji od paru dni zamęczam domowników dywagacjami na ten temat. no bo gdzie znaleźć dokładną definicje, skoro różne źródła przytaczają różne znaczenia? jak ogarnąć złożoność problemu, by moc wyjaśnić go pragmatycznemu inżynierowi? z racji ograniczonego skutecznie przez akademię sztuk przeciętnych (tfu! przepięknych) pola działania próbowałam jakoś umiejscowić metahistorię we współczesnej kulturze - performerzy jak kapłani odprawiający rytuały, rzeźby - totemy, instalacje - świątynie itp. rozpędziłam się na znak i (niewątpliwie chybiony) dowód tego, ze metahistoria wciąż nas prześladuje i dalej jesteśmy tylko ludźmi.
tak tak, wiem, to pewnie już przestarzale teorie z poprzedniego wieku (jeśli jest tu jakaś dobra dusza, która mogłaby mnie naprowadzić na wyższy etap wtajemniczenia kulturoznawczego to byłabym bardzo wdzięczna) i na dodatek zagubiłam się zupełnie w poszukiwaniach, bo tak naprawdę chciałam się tylko dowiedzieć jak powstają książki dla dzieci. kiedyś miałam taki plan, żeby zająć się tym trochę poważniej, ale jak widać łatwo zbaczam z obranej drogi by oddać się bez reszty mało profesjonalnym, teoretycznym rozmyślaniom, które jak zwykle przerastają mój rozumek. a potem śnią mi się bunkry z zamrożonymi w imię sztuki kawałkami mięsa... i tu opada welon tajemniczości z poprzedniego posta.
czas wrócić do lektury "gramatyki wyobraźni" rodariego chyba...
i guess, i own the apologies to all the english readers (if there are any) for this again-all-in-polish text. this is about my way through the james frazer's and ernesto de martino's reaserch about the ancient rituals and magic in human culture and history through ages. it's all began with my interest for the children's folclore and fairy tales. than it has precipitated into the wide perspective of the metahistorical concept, and finally it became an "art-horror" dream i described few days ago.
..e visto che i miei lettori italiani sono in costante calo, non mi resta che salutarli e promettere che la prossima volta scriverò qualcosa in italiano, salvo se venite a trovarmi qui, in questo blog.
metastòria s. f. [comp. di meta- e storia]. – termine introdotto (1937) dallo storico aldo ferrabino per indicare la sfera di ciò che, pur non sovrastando la storia, permane costante nel fluire di questa.(treccani.it)
metahistoria - termin używany we współczesnej historiografii, oznaczać może świadome lub nieświadome nieobiektywne podejście do tematu, powielanie mitów historycznych. Czasami terminu używa się jako równoznacznego z filozofią historii. (wikipedia.org)
zaczynam od definicji. ale będzie o książkach, które ostatnio przeczytałam.
po pierwsze - kolejny raz z jamesem frazerem i jego "złotą gałęzią".
po drugie - dwa skoki na głęboką wodę w "ziemie zgryzoty" i "południe i magia" ernesto de martino.
a zaczęło się niewinnie od książeczek dla dzieci. bajeczek braci grimm, sarnich płuc i wątroby, jakoby należących do królewny śnieżki, ofiarowanych złej królowej ku pokrzepieniu się treściwym posiłkiem i jako dowód na śmierć pasierbicy (córki?) [tu, mozna poczytac o tym po wlosku]. wiedziona impulsem pogłębiania swojej wiedzy na ten temat (blablabla), wciągnęłam się na dobre w lekturę opracowań alison lurie, która dociekała źródeł bajek dla dzieci, analizując w pierwszej kolejności biografie autorów, a następnie badania angielskich i amerykańskich (pseudo)naukowców nad folklorem dziecięcym. (o tym pisałam w tym poście) podobno dzięki analizie bajek dla dzieci, przypowieści ludowych i tym podobnych można zrekonstruować scenariusze pierwotnych rytuałów, które służyły ochronie przed strachem, niepewnością, niewyjaśnionym zjawiskom. lurie uważa, że dzieci poprzez bajki maja możliwość przeżyć / przetrawić / uwolnić się od trudnych uczuć - zazdrości, złości, strachu przed opuszczeniem.
rytuały natomiast opisał dokładnie james frazer, rozłożył na czynniki pierwsze religie z rożnych stron świata, wszystkie znane ówcześnie wierzenia i tak dalej. jednym z ciekawszych fragmentów "złotej gałęzi" jest właśnie część poświęcona rożnym częściom ciała (grzechoczące żółte zęby, hehe) - przy okazji pozdrawiam wszystkie wróżki-zębuszki i inne myszki płacące za dzieciom za zęby, mamy miłośniczki porodów lotosowych, tudzież zbierające dziecięce kosmyki, pamiątki po przodkach i ozdoby choinkowe ;) i polecam im gorąco tę lekturę.
o ile dla lurie dziecko jest człowiekiem nieucywilizowanym, przechodzącym podczas dorastania tę sama drogę jaką przeszedł rodzaj ludzki podczas tysięcy lat swojego istnienia, tak ernesto de martino opisuje w swojej książce "zapomniany" przez świat obcas włoskiego buta. lukania, kalabria i apulia to tak zwane "europejskie indie", nie poddający się ucywilizowaniu region włoch, gdzie z powodzeniem do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przetrwały magiczne wierzenia, wzmocnione dodatkowo przez zintegrowanie z religią chrześcijańską w swej najsurowszej katolickiej odmianie. owe ludowe "tradycje" to (wg. de martino) nic innego jak próba radzenia sobie z problemami nieuczonych ludzi wystawionych na głęboki stres związany z biedą, niedożywieniem, fizycznym zmęczeniem i rożnymi formami przemocy typowymi dla tego typu społeczeństw uwikłanych dodatkowo w seksualne tabu. w "ziemi zgryzoty" (którą nabyłam w samej słynnej galatinie, trzy kroki od kaplicy św. pawła) opisane są bardzo dokładne badania etnograficzne nad zjawiskiem tarantyzmu. niesamowita, bardzo emocjonująca książka, po której niestety pozostaje lekki niedosyt i pytanie "dlaczego?". "sud e magia" jest szerszym spojrzeniem na tę zagadkę i właśnie tu wracamy do definicji metahistorii. de martino używa tego pojęcia bardzo często. zanurzona po uszy w swej głębokiej ignorancji od paru dni zamęczam domowników dywagacjami na ten temat. no bo gdzie znaleźć dokładną definicje, skoro różne źródła przytaczają różne znaczenia? jak ogarnąć złożoność problemu, by moc wyjaśnić go pragmatycznemu inżynierowi? z racji ograniczonego skutecznie przez akademię sztuk przeciętnych (tfu! przepięknych) pola działania próbowałam jakoś umiejscowić metahistorię we współczesnej kulturze - performerzy jak kapłani odprawiający rytuały, rzeźby - totemy, instalacje - świątynie itp. rozpędziłam się na znak i (niewątpliwie chybiony) dowód tego, ze metahistoria wciąż nas prześladuje i dalej jesteśmy tylko ludźmi.
tak tak, wiem, to pewnie już przestarzale teorie z poprzedniego wieku (jeśli jest tu jakaś dobra dusza, która mogłaby mnie naprowadzić na wyższy etap wtajemniczenia kulturoznawczego to byłabym bardzo wdzięczna) i na dodatek zagubiłam się zupełnie w poszukiwaniach, bo tak naprawdę chciałam się tylko dowiedzieć jak powstają książki dla dzieci. kiedyś miałam taki plan, żeby zająć się tym trochę poważniej, ale jak widać łatwo zbaczam z obranej drogi by oddać się bez reszty mało profesjonalnym, teoretycznym rozmyślaniom, które jak zwykle przerastają mój rozumek. a potem śnią mi się bunkry z zamrożonymi w imię sztuki kawałkami mięsa... i tu opada welon tajemniczości z poprzedniego posta.
czas wrócić do lektury "gramatyki wyobraźni" rodariego chyba...
i guess, i own the apologies to all the english readers (if there are any) for this again-all-in-polish text. this is about my way through the james frazer's and ernesto de martino's reaserch about the ancient rituals and magic in human culture and history through ages. it's all began with my interest for the children's folclore and fairy tales. than it has precipitated into the wide perspective of the metahistorical concept, and finally it became an "art-horror" dream i described few days ago.
..e visto che i miei lettori italiani sono in costante calo, non mi resta che salutarli e promettere che la prossima volta scriverò qualcosa in italiano, salvo se venite a trovarmi qui, in questo blog.
Tuesday, 8 January 2013
robert wilson / ritratti a palazzo madama
get ready for a flood of photos!
because I liked robert wilson's exhibition a lot... and I took pictures almost of everything...
robert wilson is said to be the world most famous theatre artist. in turin he showed his "living portraits" - video-art exhibition. 50 high definition video-portraits set on the walls between the magnificent damask and inlaid furniture of the eighteenth century rooms. you could hear macaulay culkin breathing, see johnny depp blink his eyes and listen to the rain falling on brad pitt in white boxer and socks. you could, but now the exhibition is over. deal with it! (just kidding)
the animals were the kids' favourite part - please meet boris, ivory, samson, kool and horned frog :)))
because I liked robert wilson's exhibition a lot... and I took pictures almost of everything...
robert wilson is said to be the world most famous theatre artist. in turin he showed his "living portraits" - video-art exhibition. 50 high definition video-portraits set on the walls between the magnificent damask and inlaid furniture of the eighteenth century rooms. you could hear macaulay culkin breathing, see johnny depp blink his eyes and listen to the rain falling on brad pitt in white boxer and socks. you could, but now the exhibition is over. deal with it! (just kidding)
the animals were the kids' favourite part - please meet boris, ivory, samson, kool and horned frog :)))
Subscribe to:
Comments (Atom)

























































