Showing posts with label exhibitions. Show all posts
Showing posts with label exhibitions. Show all posts

Tuesday, 17 October 2017

Zapowiedź - seria postów na temat Biennale di Venezia 2017

dzień dobry!
postanowiłam wrócić na bloga. powód jest prosty - kolejne biennale w wenecji za nami, więc jest o czym pisać. to znaczy zawsze jest o czym pisać, ale teraz to szczególnie! :) będzie się działo.


Thursday, 28 February 2013

giannini & luzzati

mi rendo conto che dovrei scrivere qualcosa in italiano... ma tanto qua, tra le alpi e mar ligure, tutti lo conoscono più che bene il egregio signor luzzati, e quindi lasciamo perdere le mie spiegazioni del cavolo. magari, se il tempo non stringe, guardate solo le foto! ;)))


to jest muzeum kina w turynie! w niedziele wybraliśmy się, właśnie tutaj, z dziećmi na wystawę luzzatiego i gianiniego. luzzati to chyba niezbyt znana postać w polsce, ale tutaj miedzy alpami i morzem liguryjskim raczej tak. autor niezliczonej ilości prac, ilustrator książek dla dzieci, autor filmów animowanych. 

wystawa, którą odwiedziliśmy to zbiór storyboardów, szkiców, rysunków tła i postaci, wykonanych przez luzzatiego i wykorzystanych w filmach (w tym dwóch które kandydowały do oskara), stworzonych w duecie gianinim na przestrzeni ich wieloletniej współpracy.




mam wielki sentyment do luzzatiego.jak dla mnie jest artystą totalnym, i to (moim zdaniem) widać we wszystkim co zrobił. czuję te twory, rysunki i collages od początku do końca, tam nie ma ani okruszynki oszustwa i udawania, tandeta zamienia się w bogactwo, a blichtr w zaczarowany świat.

najbardziej zaczarowany jest oczywiscie "czrodziejski flet".





na każdym kroku przewija się pulcinella. (niestety nie przepadam za commedia dell'arte.)


no i cudowna "sroka złodziejka" - czyż nie jest niesamowita?




a jak pieknie tanczy! prawdziwa baletnica.


tę małą animację zmontowałam z fotki z wystawy :)))
mam nadzieję, że luzzati zza grobu wybaczy mi tę profanację...

szkoda tylko, że przeogromna wystawa "rozsypała" się we wnętrzu monumentalnej wieży - mole antoneliana. z jednej strony ciasny pawilonik w środku głównego holu, z drugiej - długa wspinaczka po spirali we wnętrzu, sprawiły, że nie można było nacieszyć się "byciem" w świecie luzzatiego, a eksponaty z muzeum kina (ogromne scenografie i ekrany z fragmentami znanych filmów) skutecznie zakłócały odbiór. no cóż, bywa i tak. mimo wszystko było warto.

you can read in english about the luzzati-gianini exhibition in mole antoneliana HERE.
anf for all those who wanto to see the famous luzzati's aniimations, please have a look HERE.

enjoy! :)))


Tuesday, 8 January 2013

robert wilson / ritratti a palazzo madama

get ready for a flood of photos!
because I liked robert wilson's exhibition a lot... and I took pictures almost of everything...

robert wilson is said to be the world most famous theatre artist. in turin he showed his "living portraits" - video-art exhibition. 50 high definition video-portraits set on the walls between the magnificent damask and inlaid furniture of the eighteenth century rooms. you could hear macaulay culkin breathing, see johnny depp blink his eyes and listen to the rain falling on brad pitt in white boxer and socks. you could, but now the exhibition is over. deal with it! (just kidding)










the animals were the kids' favourite part - please meet boris, ivory, samson, kool and horned frog :)))





 

Tuesday, 4 December 2012

the styles and periods of the calligraphy art in china / palazzo mazzetti (asti)

stile "sigilli"

"kanji"

corsivo

corsivo


domenica 2XII fondazione palazzo mazzetti - asti. conferenza "le età dell'arte calligrafica in cina - introduzione all'arte dei pittogrammi cinesi, esercizi di scrittura a cura di quan shiran con voce narrante.

Thursday, 25 October 2012

Janusz Korczak re dei bambini / TORINO 2012

somehow the celebrations of the "korczak's year" 2012 came also among the hills of piedmont. incredible but true.


yesterday in turin in the beautiful palazzo civico there was held the convention of the title "the life of a person has significance only if it has the social value and leaves something for the society" and i was really lucky to be there and listen. it was very impressive and somehow heart-warming. although the story of korczak's extreme sacrifice still brings tears to people's eyes. yes, i saw them yesterday. i wonder why it lasts for so long to assimilate those simple ideas... why now the people still find it strange and utopian to show respect for the "young humans", as korczak called the children and to admit that our lives do not begin when we are "adults", but from the very first moment we find ourselves between other humans. i came home with a folder full of papers with beautiful words on them. i'm still very moved and i still hear these wise words in my ears. lucky us raised with "kajtus the wizard"... pity you, who still have to discover korczak. click and read here.

sto anche pensando a cosa succede nelle scuole italiane. un giorno sono stata informata che bisognava "mortificare mio figlio per farlo imparare la disciplina" e "purtroppo" quel giorno la strategia non ha funzionato. o forse per fortuna? il brutto ricordo però rimane. come si può commentare una cosa del genere dopo la giornata passata tra le parole scritte da korczak e pronunciate dai suoi seguaci? dalla fondazione del primo orfanotrofio creato da korczak sono passati 100 anni, 70 sono anni passati dalla sua morte. lui ha sacrificato la vita per le sue idee e invece la educazione a scuola si basa ancora sulla vergogna, giudizio e umiliazione. non sempre per fortuna, ma spesso i grandi si dimenticano che sono loro responsabili dei rapporti con bambini e non al contrario. ma korczak forse è una figura troppo sconosciuta qui in italia. stupisce di più che tanti pedagogi si sono dimenticati che sono eredi di maria montessori! comunque sia sulle foto qui trovate dove e quando si può andare a vedere la mostra sul "vecchio dottore". buon divertimento e buon riflettere!



wczoraj w turyńskim ratuszu zebrały się wszystkie ważne figury i przedstawiciele społeczności polskiej i hebrajskiej we włoszech o turyńskich władzach nie wspominając. było bardzo uroczyście, ale jakoś tak naturalnie i bez zadęcia zbytnio. trzeba przyznać, że rys historyczny (marco brunazzi) był bardzo rzetelny, aspekty pedagogiczne pracy korczaka odczytane jasnym, ciepłym i przekonującym głosem prof. ewy jarosz nabierały realnych kształtów, niezwykła zupełnie inicjatywa i praca stowarzyszenia imienia korczaka z vercelli opisana dokładnie przez mirellę carpanese, a przemówienie - wspomnienie o korczaku uri orleva było absolutnie wzruszające.


kiedy zobaczyłam nazwisko uri orlev na zaproszeniu na konferencje o korczaku wiedziałam, że jeśli się tam pojawię, to na bank będę miała w torbie jego książkę. :) wczoraj podeszłam do uri orleva i poprosiłam o autograf dla dzieci. on uśmiechnął się i odpowiedział, że oczywiście. potem zerknął na książkę i zaskoczony zapytał "a skąd to przyjechało?". odpowiedziałam, że z polski, a autograf jest dla polskich dzieci. wtedy uśmiechnął się jeszcze cieplej i podpisał nasz egzemplarz. teraz ta brzydka książka, z piękną historia wreszcie została przez dzieci dokładnie obejrzana na okazję dedykacji. oboje stwierdzili, że boja się jej trochę mniej.





Friday, 4 May 2012

van gogh e il viaggio di gauguin (genova)

still I wonder what it's all about the impressionism... every exhibition that includes the impressionists is a successful event, every museum showing the impressionists' collection is constantly full of visitors, that not only go to see the famous millionaire pictures, but also buy lots of gadgets - handkerchiefs with water lilies, block-notes with sunflowers, scarves with ballerinas, pencils covered with small coloured spots and so on. how come they do last for so long, will there be any other such durable "fashion" in the coming future?



la mostra a genova é finita , ma noi ce l'abbiamo fatta a vederla. e ne valeva la pena. anche se verso l'impressionisti nutro i sentimenti un po' contrastanti. un miscuglio di adorazione, gelosia e avversione con un pizzico di noia... perchè sono dapertutto. però offrono un po' di riposo mentale sinceramente, e non devi neanche portare dietro gli occhiali. ;)))
la mostra era una messa in scena, il titolo é puramente indicativo, perchè appaiono i nomi dei due grandi pittori, quindi sapevamo cosa aspettarci, ma la scelta della parola "viaggio" era un capriccio di curatori. sconvolgente però che tutto il percorso era basato, appunto, sul tema del viaggio. ma i quadri, di cui la maggior parte sono paesaggi, con il viaggio di gauguin non avevano niente a che fare. secondo me ogni scusa è buona per vedere un paio di quadri di turner o rothko, ma mi chiedo perchè erano lì? (e non solo loro - anche stael, wyeth, friedrich, homer...) quale abile tessitore di teorie artistiche avrebbe generato simile fantasia? tornano però ai due principali protagonisti mi sono sentita molto soddisfatta. davvero i quadri di van gogh erano tantissimi e raggruppati nelle sale secondo una chiave chiarissima, e il quadro di gauguin era uno solo, ma bastava per mille quadri.


jedynemu obrazowi gauguina na wystawie w genui poświęcona była cala jedna sala, zaaranżowana na wzór tahitańskiej chaty. trzcinowe ściany podtrzymywały spadzisty trzcinowy dach. tuz przy wejściu - olbrzymi panel z opisem obrazu autorstwa samego gauguina, do tego kuratorski komentarz i trochę historii. naprzeciwko samo nieomal czterometrowe dzieło, w całej swej okazałości - prześwietne oświetlenie, wibrujące kolory - no po prostu potęga majestatu. wielkie, wielkie wrażenie, pozytywne jak najbardziej. i aktualny przekaz oczywiście. po tym doświadczeniu jestem zdania, ze żadna reprodukcja nie jest w stanie oddać siły gauguina i kropka.

nie oparłam się urokowi pamiątkowych magnesów niestety

a tymczasem znakomita większość pozostałych sal obwieszona została obficie rysunkami i obrazami van gogha. i choć było ciasno bardzo, chociaż musieliśmy dzielić się przestrzenią życiową z tabunem innych zwiedzających, co gorsza często pod postacią grup wycieczkowych szczelnie wypełniających niekiedy cala sale, to trzeba uczciwie przyznać, ze było warto się troszkę pomęczyć. szczególnie, żeby oprócz oglądania poczytać towarzyszące obrazom teksty, w znakomitej większości komentarze samego van gogha do konkretnych płócien wyrażone w listach. wyrazy wdzięczności dla starań brata, podziękowania za przysyłane pieniądze, albo wyjaśnienie drążącego nas dylematu kolorystycznego - czy brak zieleni w niektórych obrazach to jakiś szczególny wynalazek, czy kaprys mistrza? ah nie, to tylko brak funduszy na kolejne tuby farb, a przy malowaniu pejzaży zieleń i żółć szybko się przecież kończy...

a na koniec mała niespodzianka, która jako jedyna zachowała się w pamięci młodego pokolenia - model ogrodów moneta w giverny i jego nenufary.

Tuesday, 31 January 2012

Leonardo da Vinci

...a właściwie wystawa Leonarda w Veneria Reale (Turyn)

oggi scrivo sulla mostra del Maestro Leonardo nella Veneria Reale (Torino), di cosa mi era piaciuto o non piaciuto e che chi non c'era non deve disperarsi (é ancora aperta per 3 settimane), ma può tranquillamente andare a vedere questo sito e sodisfare la curiosità senza spendere 12€ per un biglietto. vi saluto dal innevato e ghiacciato, bianco piemonte.

fot: Wikipedia


jestem głęboko przekonana, ze gdyby celem wycieczki było zwiedzanie pięknego kompleksu Veneria Reale, a do tego przypadkiem trafiłabym na wystawę Leonarda byłabym mniej więcej zachwycona, ale było niestety odwrotnie. A wystawa była mocno nagłośniona w mediach, zapisy, kolejki, dziesiątki maili i rozmów telefonicznych, żeby zaklepać miejsca na sobotnie popołudnie.
i co? i nic. chyba zbyt wiele sobie obiecywaliśmy. zbyt wiele chcieliśmy zobaczyć za te 12€ od łebka (dzieci do lat 12 gratis!). przyszło nam podziwiać komputerowa animacje odmładzania autoportretu mistrza (dowiedzieliśmy się przy okazji, iż nie posiadał górnych zębów, stad zadumany wyraz twarzy i bijąca z oblicza światłość umysłu), kilkanaście wyrwanych z dzienników kartek i szkiców do szkiców do ewentualnych dziel, atrapy powiększonych (do granic niezauważalności) mechanizmów i wyjący co kilka minut alarm. trudno tu mówić o zapieraniu tchu w piersiach, czy w ogóle zauroczeniu. pewnie zebranie w jednym miejscu nawet paru niewielkich oryginałów Leonarda wiąże się z niemałym trudem i kosztem... zatem kto nie był - niech nie żałuje.

ale za to w dalszej części wystawy można było podziwiać leonardowskich uczniów, tych renesansowych zupełnie niesławnych i tych bardziej sławnych współczesnych, z Marcelem Duchampem i jego wąsatą Moną Lisą (ach, co za "skandal" w 2012 roku ;))) włącznie. o Warholu, Tapiésie (wow, ponoć Leonardo był ojcem taszystów, bowiem wspomniał w swych pismach, iż fascynują go plamy na murach...) i le Chapelle nie wspominając.

jeno projekcja ostatniej wieczerzy w swych monumentalnych rozmiarach, okraszona dziesiątką iPadów, służących eksploracji onej, do użytku zwiedzających przykuła na długo nasza młodzież. no dobra rodziców też. śmiem zaryzykować twierdzenie, że był to wynalazek o niebo lepszy od 5minutowego "zwiedzania" oryginału, który mieliśmy przyjemność zobaczyć w 2010 roku (już po liftingu).

kto ma ochotę popatrzyć jak to wyglądało zapraszam tutaj, zdjec nie robiłam, wiadomo, zakaz.

natomiast chętnie uraczę niedobitki mych czytelników sobotnimi zdjęciami z naszych okolic (z podróży powrotnej do domu), gdzie przez weekend spadło chyba z pól metra śniegu, dzięki czemu ku wielkiej radości młodzieży w poniedziałek szkoły zamknięto :))) pozdrawiam ze skutej lodem i śniegiem "słonecznej Italii". ag