Monday, 3 October 2011

La Biennale di Venezia 2011

od czego zacząć... od czego zacząć???

od początku, od końca, ogarnąć najpierw statystyki tego olbrzymiego przedsięwziecia, czy przelecieć chaotycznie po szczegółach? nogi mnie bolą, ramiona też. głowa mnie boli od nadmiaru (odwrotnie niż w powiedzeniu). ale było warto. było warto zorientować się co w trawie piszczy. zaspokoić pragnienie, żeby pojawiło sie coś, co z miejsca rzuci mnie na kolana. tak, chyba tego najbardziej potrzebowałam, tego kopniaka intelektualnego, mentalnej gimnastyki, tego dziesięciogodzinnego marszu, podczas którego w lot trzeba uchwycić to coś, co tkwi w każdym wystawionym dziele, tudzież śmieciu. bo śmieciowych dzieł jest jednak najwiecej. jakoś tak artyści w tym XXI wieku się uparli, żeby przetwarzać śmieci, tacy sa eko. i chwała im za to, tylko potem to wszystko wygląda tak bardzo do siebie podobnie, że nie sposób odrożnić genialnego artysty od zwykłego śmieciarza. w morzu chaotycznych instalacji (o nie, przepraszam, wiem, że w każdym pozornym chosie jest klucz i zawsze, ale naprawde ZAWSZE staram się do niego dotrzec) najcudowniejsze przeżycia fundują mi obiekty "czyste". ów wspomniany mentalny kopniak, krystaliczna myśl bez śmieciowego balastu, estetycznie doprowadzona do granic absurdu - tak doskonała i nieskazitelna, bez zadrapań i zbędnych szczegółów.

no dobrze, ale od czego zacząć?

od zdjęć?
od slów?
od czego?
od początku?

od przerwy na głeboki wdech i wydech, i na chwilkę drzemki też. tak wyglądałam dwa lata temu podczas tradycyjnego już wenecjańskiego maratonu, czyli biegu z przeszkodami po dziełach sztuki i SZTUKI.



ciąg dalszy w kolejnych postach - proszę wypatrywać niecierpliwie moich reportaży! :)))

7 comments:

  1. nieźle Cię ta sztuka wypompowała....
    czekam na resztę relacji:)
    buziuchna

    ReplyDelete
  2. reszta relacji wkrotce! moge sie pochwalic naturalnym glebokim fioletem pod oczami ze zmeczenia ;))) sztuka wysysa energie witalna przy odbiorze, ale wspiera w innych kwestiach, bilans na +
    caluje mocno :)))

    ReplyDelete
  3. no no no! mimo wszystko zazdroszcze!
    mnie w dalszym ciagu pochlania rzeczywistosc

    misza

    ReplyDelete
  4. czekam na bardziej aktualne zdjecia z maratonu, a szczegolnie te z fioletami pod oczami;P Smieci tez mnie interesuja, szczegolnie te, ktore mozna zabrac do domu. Pozdrawiam. Milosniczka smieci.

    ReplyDelete
  5. fioletow nie zamierzam publikowac, hehehe ;))) zbyt jestem na to prozna! ale smieci obiecuje cale mnostwo (niestety nie byly na wynos ;( ). no ja tez mam tak troche z ta rzeczywistoscia... ona jeszcze bardziej chyba wysysa, co? ale fajnie jak sie biennale w nia wplecie tak mimochodem, bardzo fajnie. cmoks 4U

    ReplyDelete
  6. Ale ja Ci zazdroszczę...;)))

    ReplyDelete
  7. kochana, nie będę ukrywać, ze sama sobie zazdroszczę... ;)

    ReplyDelete