9 febbraio 2013, sabato é stata una bellissima giornata. :)))))))))
sono stata a milano :) con pat (www.patriziafato.it) e con i piccoli selvaggi e le piccole pesti della "mitica 5ª E" (ma questa espresione l'avevo imparato solo alla fine della mattinata) per fare un laboratorio molto, ma molto segreto. ci siamo trovati in una grandiosa location di susana ceruti, che si chiama officina "mano libera" per indurre i ragazzi a creare dei testi e disegni - un laboratorio di creatività in forte conessione con la nostra attività in memoramia ;)
eravamo tanto coinvolte, occupate e emozionate che non ci era neanche passato per la mente di fare delle foto, la camera fotografica é rimasta inutilizzata nella tasca delle mia borsa. un disastro! la prossima volta (spero ci sarà una prossima volta!) mi devo impostare la sveglia nel cellulare per tirarla fuori e fare la documentazione :).
la prima cosa che mi ha molto sopreso (forse non dovrebbe, non lo so) era la scelta dei tavoli - i ragazzi si sono immediatamente divisi tra maschi e femmine. é l'età? o cercavano di indovinare le nostre aspettative? per rispetto alle loro scelte non abbiamo cambiato niente. doveva rimanere una cosa spontanea in tutto e per tutto.
per davvero a tutto ci ha pensato pat, ogni partecipante poteva scegliere tra tante domande che stimolavano la immaginazione senza confini.ma... i ragazzi hanno preferito stare dentro uno schema e hanno deciso di scegliere proprio gli stessi foglietti, e come non bastasse si sono lanciati nel scrivere e disegnare quasi le stesse cose, ma per fortuna con stili e grafie diverse :)
e così, sotto un provisorio titolo di "reparto di cardiologia" sono stati creati i disegni delle ragazze:
..."la menagerie dei pachidermi" dei ragazzi:
e la prolifica produzione letteraria:
la giornata ci ha procurato delle grandi soddisfazioni, ragazzi che erano arrivati un pochino distratti si sono messi a scrivere e disegnare con grande impegno (grazie matias!), altri concentratissimi dall'inizio alla fine (filippo :))), a mia sorpresa sono stata abbracciata più volte (milani, mariah e alabama, baci ragazze), si sentivano grandi risate di roberto, sottofondo musicale garantito da arianna, ringrazio per i bellissimi sorrisi di ragazze e acute battute di maschietti, attenta spiegazione di martina, e per perfino elias, che non aveva grande spirito di partecipazione (capisco perfettamente il sabato bisogna sopratutto giocare, vero josé?) non ci ha lasciate a mani vuote! ma sopratutto ringrazio moltissimo patrizia la mia insostituibile socia in questa fantastica avventura :)))
abbiamo concluso con uno brainstorming, sopratutto con le femmine, che ci hanno svelato piccoli segreti della classe, scelto le loro preferenze per organizzazione del materiale, ideato il titolo e altri particolari del progetto di cui non posso svelare i dettagli...da tutto questo nascerà presto una sorpresa. speriamo in bene!
the texts and drawings that you see on the pictures were made by the kids - "the small savages and little plagues from mythical 5 th E" form one of the milan elementary schools, during my one-day trip to milan. saturday the 9th, together with patrizia, we made a creative workshop for kids (10-11years old) in "officina mano libera" - beautiful place in the center of the city. the children were to write and draw in order to create together a book that shall be (tsss...) a surprise for someone very special.
Tuesday, 12 February 2013
Monday, 11 February 2013
winter
what, in italy, is being called "weather anomalies", "meteorological disaster", "extreme weather conditions" or "public communication system paralysis" in other countries lasts for at least 3 months and is called WINTER.
dear winter, finally we have you here. thank you!
ciò che, in Italia, è stato chiamato "anomalie climatiche", "disastro meteorologico", "condizioni meteorologiche estreme" o "paralisi della comunicazione pubblica" in altri paesi ha una durata di almeno 3 mesi e si chiama INVERNO.
caro inverno, finalmente ti abbiamo qui. grazie!
dear winter, finally we have you here. thank you!
ciò che, in Italia, è stato chiamato "anomalie climatiche", "disastro meteorologico", "condizioni meteorologiche estreme" o "paralisi della comunicazione pubblica" in altri paesi ha una durata di almeno 3 mesi e si chiama INVERNO.
caro inverno, finalmente ti abbiamo qui. grazie!
zima panie i panowie :)))
Thursday, 7 February 2013
brunhilda alias broomhilde / django unchained
brunhilda story from wiki
does broom-hilda have something to do with a broom?
or in the other words - how to weave an absurd braid of norse mythology, slavery and bloody carnage in western shell. glory, oh Master! I'm quite touched, although three hours are still a lot, and besides, you have become a little bit sentimental, you know? but I do not mind, because Tarantino's movies are the only form in which I can easily stand romantic, sweet-sticky-to-eyes scenes, flowing look and a happy ending. oh, and a kiss for leo, which is beautiful only as moody and extremely angry, slightly oldish little boy.
czy broom-hilda ma coś wspólnego z miotłą?
czyli jak upleść absurdalny warkoczyk z nordyckiej mitologii, niewolnictwa i krwawej jatki w otoczce westernu. mistrzu chylę czoła, jestem wręcz wzruszona, choć 3 godziny to jednak dużo, a poza tym stajesz się odrobinkę sentymentalny, wiesz? ale mnie to nie przeszkadza, bo filmy Tarantino to jedyna forma, w której jestem w stanie znieść romantyczne, lepiące się do ócz sceny, powłóczyste spojrzenia i happy end. ach, no i buziaczek dla leo, który jest piękny wyłącznie jako rozkapryszony i na wskroś zły, lekko podstarzały chłopczyk.
![]() |
| from wikipedia.org |
does broom-hilda have something to do with a broom?
or in the other words - how to weave an absurd braid of norse mythology, slavery and bloody carnage in western shell. glory, oh Master! I'm quite touched, although three hours are still a lot, and besides, you have become a little bit sentimental, you know? but I do not mind, because Tarantino's movies are the only form in which I can easily stand romantic, sweet-sticky-to-eyes scenes, flowing look and a happy ending. oh, and a kiss for leo, which is beautiful only as moody and extremely angry, slightly oldish little boy.
czy broom-hilda ma coś wspólnego z miotłą?
czyli jak upleść absurdalny warkoczyk z nordyckiej mitologii, niewolnictwa i krwawej jatki w otoczce westernu. mistrzu chylę czoła, jestem wręcz wzruszona, choć 3 godziny to jednak dużo, a poza tym stajesz się odrobinkę sentymentalny, wiesz? ale mnie to nie przeszkadza, bo filmy Tarantino to jedyna forma, w której jestem w stanie znieść romantyczne, lepiące się do ócz sceny, powłóczyste spojrzenia i happy end. ach, no i buziaczek dla leo, który jest piękny wyłącznie jako rozkapryszony i na wskroś zły, lekko podstarzały chłopczyk.
Monday, 4 February 2013
Wednesday, 23 January 2013
metahistoria / metahistory
metahistory
The overarching narrative or ‘grand récit’ that gives order and
meaning to the historical record, especially in the large-scale
philosophies of history. (answers.com)
metastòria s. f. [comp. di meta- e storia]. – termine introdotto (1937) dallo storico aldo ferrabino per indicare la sfera di ciò che, pur non sovrastando la storia, permane costante nel fluire di questa.(treccani.it)
metahistoria - termin używany we współczesnej historiografii, oznaczać może świadome lub nieświadome nieobiektywne podejście do tematu, powielanie mitów historycznych. Czasami terminu używa się jako równoznacznego z filozofią historii. (wikipedia.org)
zaczynam od definicji. ale będzie o książkach, które ostatnio przeczytałam.
po pierwsze - kolejny raz z jamesem frazerem i jego "złotą gałęzią".
po drugie - dwa skoki na głęboką wodę w "ziemie zgryzoty" i "południe i magia" ernesto de martino.
a zaczęło się niewinnie od książeczek dla dzieci. bajeczek braci grimm, sarnich płuc i wątroby, jakoby należących do królewny śnieżki, ofiarowanych złej królowej ku pokrzepieniu się treściwym posiłkiem i jako dowód na śmierć pasierbicy (córki?) [tu, mozna poczytac o tym po wlosku]. wiedziona impulsem pogłębiania swojej wiedzy na ten temat (blablabla), wciągnęłam się na dobre w lekturę opracowań alison lurie, która dociekała źródeł bajek dla dzieci, analizując w pierwszej kolejności biografie autorów, a następnie badania angielskich i amerykańskich (pseudo)naukowców nad folklorem dziecięcym. (o tym pisałam w tym poście) podobno dzięki analizie bajek dla dzieci, przypowieści ludowych i tym podobnych można zrekonstruować scenariusze pierwotnych rytuałów, które służyły ochronie przed strachem, niepewnością, niewyjaśnionym zjawiskom. lurie uważa, że dzieci poprzez bajki maja możliwość przeżyć / przetrawić / uwolnić się od trudnych uczuć - zazdrości, złości, strachu przed opuszczeniem.
rytuały natomiast opisał dokładnie james frazer, rozłożył na czynniki pierwsze religie z rożnych stron świata, wszystkie znane ówcześnie wierzenia i tak dalej. jednym z ciekawszych fragmentów "złotej gałęzi" jest właśnie część poświęcona rożnym częściom ciała (grzechoczące żółte zęby, hehe) - przy okazji pozdrawiam wszystkie wróżki-zębuszki i inne myszki płacące za dzieciom za zęby, mamy miłośniczki porodów lotosowych, tudzież zbierające dziecięce kosmyki, pamiątki po przodkach i ozdoby choinkowe ;) i polecam im gorąco tę lekturę.
o ile dla lurie dziecko jest człowiekiem nieucywilizowanym, przechodzącym podczas dorastania tę sama drogę jaką przeszedł rodzaj ludzki podczas tysięcy lat swojego istnienia, tak ernesto de martino opisuje w swojej książce "zapomniany" przez świat obcas włoskiego buta. lukania, kalabria i apulia to tak zwane "europejskie indie", nie poddający się ucywilizowaniu region włoch, gdzie z powodzeniem do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przetrwały magiczne wierzenia, wzmocnione dodatkowo przez zintegrowanie z religią chrześcijańską w swej najsurowszej katolickiej odmianie. owe ludowe "tradycje" to (wg. de martino) nic innego jak próba radzenia sobie z problemami nieuczonych ludzi wystawionych na głęboki stres związany z biedą, niedożywieniem, fizycznym zmęczeniem i rożnymi formami przemocy typowymi dla tego typu społeczeństw uwikłanych dodatkowo w seksualne tabu. w "ziemi zgryzoty" (którą nabyłam w samej słynnej galatinie, trzy kroki od kaplicy św. pawła) opisane są bardzo dokładne badania etnograficzne nad zjawiskiem tarantyzmu. niesamowita, bardzo emocjonująca książka, po której niestety pozostaje lekki niedosyt i pytanie "dlaczego?". "sud e magia" jest szerszym spojrzeniem na tę zagadkę i właśnie tu wracamy do definicji metahistorii. de martino używa tego pojęcia bardzo często. zanurzona po uszy w swej głębokiej ignorancji od paru dni zamęczam domowników dywagacjami na ten temat. no bo gdzie znaleźć dokładną definicje, skoro różne źródła przytaczają różne znaczenia? jak ogarnąć złożoność problemu, by moc wyjaśnić go pragmatycznemu inżynierowi? z racji ograniczonego skutecznie przez akademię sztuk przeciętnych (tfu! przepięknych) pola działania próbowałam jakoś umiejscowić metahistorię we współczesnej kulturze - performerzy jak kapłani odprawiający rytuały, rzeźby - totemy, instalacje - świątynie itp. rozpędziłam się na znak i (niewątpliwie chybiony) dowód tego, ze metahistoria wciąż nas prześladuje i dalej jesteśmy tylko ludźmi.
tak tak, wiem, to pewnie już przestarzale teorie z poprzedniego wieku (jeśli jest tu jakaś dobra dusza, która mogłaby mnie naprowadzić na wyższy etap wtajemniczenia kulturoznawczego to byłabym bardzo wdzięczna) i na dodatek zagubiłam się zupełnie w poszukiwaniach, bo tak naprawdę chciałam się tylko dowiedzieć jak powstają książki dla dzieci. kiedyś miałam taki plan, żeby zająć się tym trochę poważniej, ale jak widać łatwo zbaczam z obranej drogi by oddać się bez reszty mało profesjonalnym, teoretycznym rozmyślaniom, które jak zwykle przerastają mój rozumek. a potem śnią mi się bunkry z zamrożonymi w imię sztuki kawałkami mięsa... i tu opada welon tajemniczości z poprzedniego posta.
czas wrócić do lektury "gramatyki wyobraźni" rodariego chyba...
i guess, i own the apologies to all the english readers (if there are any) for this again-all-in-polish text. this is about my way through the james frazer's and ernesto de martino's reaserch about the ancient rituals and magic in human culture and history through ages. it's all began with my interest for the children's folclore and fairy tales. than it has precipitated into the wide perspective of the metahistorical concept, and finally it became an "art-horror" dream i described few days ago.
..e visto che i miei lettori italiani sono in costante calo, non mi resta che salutarli e promettere che la prossima volta scriverò qualcosa in italiano, salvo se venite a trovarmi qui, in questo blog.
metastòria s. f. [comp. di meta- e storia]. – termine introdotto (1937) dallo storico aldo ferrabino per indicare la sfera di ciò che, pur non sovrastando la storia, permane costante nel fluire di questa.(treccani.it)
metahistoria - termin używany we współczesnej historiografii, oznaczać może świadome lub nieświadome nieobiektywne podejście do tematu, powielanie mitów historycznych. Czasami terminu używa się jako równoznacznego z filozofią historii. (wikipedia.org)
zaczynam od definicji. ale będzie o książkach, które ostatnio przeczytałam.
po pierwsze - kolejny raz z jamesem frazerem i jego "złotą gałęzią".
po drugie - dwa skoki na głęboką wodę w "ziemie zgryzoty" i "południe i magia" ernesto de martino.
a zaczęło się niewinnie od książeczek dla dzieci. bajeczek braci grimm, sarnich płuc i wątroby, jakoby należących do królewny śnieżki, ofiarowanych złej królowej ku pokrzepieniu się treściwym posiłkiem i jako dowód na śmierć pasierbicy (córki?) [tu, mozna poczytac o tym po wlosku]. wiedziona impulsem pogłębiania swojej wiedzy na ten temat (blablabla), wciągnęłam się na dobre w lekturę opracowań alison lurie, która dociekała źródeł bajek dla dzieci, analizując w pierwszej kolejności biografie autorów, a następnie badania angielskich i amerykańskich (pseudo)naukowców nad folklorem dziecięcym. (o tym pisałam w tym poście) podobno dzięki analizie bajek dla dzieci, przypowieści ludowych i tym podobnych można zrekonstruować scenariusze pierwotnych rytuałów, które służyły ochronie przed strachem, niepewnością, niewyjaśnionym zjawiskom. lurie uważa, że dzieci poprzez bajki maja możliwość przeżyć / przetrawić / uwolnić się od trudnych uczuć - zazdrości, złości, strachu przed opuszczeniem.
rytuały natomiast opisał dokładnie james frazer, rozłożył na czynniki pierwsze religie z rożnych stron świata, wszystkie znane ówcześnie wierzenia i tak dalej. jednym z ciekawszych fragmentów "złotej gałęzi" jest właśnie część poświęcona rożnym częściom ciała (grzechoczące żółte zęby, hehe) - przy okazji pozdrawiam wszystkie wróżki-zębuszki i inne myszki płacące za dzieciom za zęby, mamy miłośniczki porodów lotosowych, tudzież zbierające dziecięce kosmyki, pamiątki po przodkach i ozdoby choinkowe ;) i polecam im gorąco tę lekturę.
o ile dla lurie dziecko jest człowiekiem nieucywilizowanym, przechodzącym podczas dorastania tę sama drogę jaką przeszedł rodzaj ludzki podczas tysięcy lat swojego istnienia, tak ernesto de martino opisuje w swojej książce "zapomniany" przez świat obcas włoskiego buta. lukania, kalabria i apulia to tak zwane "europejskie indie", nie poddający się ucywilizowaniu region włoch, gdzie z powodzeniem do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przetrwały magiczne wierzenia, wzmocnione dodatkowo przez zintegrowanie z religią chrześcijańską w swej najsurowszej katolickiej odmianie. owe ludowe "tradycje" to (wg. de martino) nic innego jak próba radzenia sobie z problemami nieuczonych ludzi wystawionych na głęboki stres związany z biedą, niedożywieniem, fizycznym zmęczeniem i rożnymi formami przemocy typowymi dla tego typu społeczeństw uwikłanych dodatkowo w seksualne tabu. w "ziemi zgryzoty" (którą nabyłam w samej słynnej galatinie, trzy kroki od kaplicy św. pawła) opisane są bardzo dokładne badania etnograficzne nad zjawiskiem tarantyzmu. niesamowita, bardzo emocjonująca książka, po której niestety pozostaje lekki niedosyt i pytanie "dlaczego?". "sud e magia" jest szerszym spojrzeniem na tę zagadkę i właśnie tu wracamy do definicji metahistorii. de martino używa tego pojęcia bardzo często. zanurzona po uszy w swej głębokiej ignorancji od paru dni zamęczam domowników dywagacjami na ten temat. no bo gdzie znaleźć dokładną definicje, skoro różne źródła przytaczają różne znaczenia? jak ogarnąć złożoność problemu, by moc wyjaśnić go pragmatycznemu inżynierowi? z racji ograniczonego skutecznie przez akademię sztuk przeciętnych (tfu! przepięknych) pola działania próbowałam jakoś umiejscowić metahistorię we współczesnej kulturze - performerzy jak kapłani odprawiający rytuały, rzeźby - totemy, instalacje - świątynie itp. rozpędziłam się na znak i (niewątpliwie chybiony) dowód tego, ze metahistoria wciąż nas prześladuje i dalej jesteśmy tylko ludźmi.
tak tak, wiem, to pewnie już przestarzale teorie z poprzedniego wieku (jeśli jest tu jakaś dobra dusza, która mogłaby mnie naprowadzić na wyższy etap wtajemniczenia kulturoznawczego to byłabym bardzo wdzięczna) i na dodatek zagubiłam się zupełnie w poszukiwaniach, bo tak naprawdę chciałam się tylko dowiedzieć jak powstają książki dla dzieci. kiedyś miałam taki plan, żeby zająć się tym trochę poważniej, ale jak widać łatwo zbaczam z obranej drogi by oddać się bez reszty mało profesjonalnym, teoretycznym rozmyślaniom, które jak zwykle przerastają mój rozumek. a potem śnią mi się bunkry z zamrożonymi w imię sztuki kawałkami mięsa... i tu opada welon tajemniczości z poprzedniego posta.
czas wrócić do lektury "gramatyki wyobraźni" rodariego chyba...
i guess, i own the apologies to all the english readers (if there are any) for this again-all-in-polish text. this is about my way through the james frazer's and ernesto de martino's reaserch about the ancient rituals and magic in human culture and history through ages. it's all began with my interest for the children's folclore and fairy tales. than it has precipitated into the wide perspective of the metahistorical concept, and finally it became an "art-horror" dream i described few days ago.
..e visto che i miei lettori italiani sono in costante calo, non mi resta che salutarli e promettere che la prossima volta scriverò qualcosa in italiano, salvo se venite a trovarmi qui, in questo blog.
Subscribe to:
Posts (Atom)










