Showing posts with label films. Show all posts
Showing posts with label films. Show all posts

Wednesday, 20 March 2013

pietà - kim ki duk

I accidentally cancelled post about kim ki duk's film "pietà".
(Wednesday, February 23, 2013)
here it comes again:


I couldn't sleep last night 'cause I have got...


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgJ7rvBUvVVsGYFrYEjpKV4BQDgmDBzf7Rx7m43gr0e2NJuEok_HMeicU38em6jsxjWTeE0YXGOZuvV9VkD4nYz7SlOIyY9fzqJ6yfSuQ2kGMImkOj6fSGlZfX3PCfvCmXyikG0qw8l_I0/s1600/piet%C3%A0+1.jpg

...another "strong kick in the head".
very very "asian style", slow and symbolic scenes, poverty under the cloudy sky, scenes of violence in tight, sultry rooms, a rabbit and an eel, chicken's insides and a knife. 
him and her, mother and son and their complicated relationship.
this is how the world looks like in kim ki duk's "pietà", although more then the above image you will see something like this:

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjNF-j_yWWZzCPFtgAM3Vu1RjoSdOkf6ZzDxbx96KZNF-B6H_anihBDqWZAy06HafDsPXOZ4NCL7Pw460XOCJaIdvhbkc1IRlekOK_uk6oJdQkQXjQNCed68CBpzZQ_7Wv7DJCjXe2tynQ/s1600/piet%C3%A0+2.jpg


which is quite the same, but "quite" makes the difference.

I am deeply moved and impressed.
and... rather (well, to be honest: completely) uncritical about asian cinema, I go and see whatever I can see, and I enjoy it. always.

the only thing disturbing me a lot was the Lee Jung-jin's face - too much botox or something? Jo Min-su was simply beautiful.

Thursday, 28 February 2013

giannini & luzzati

mi rendo conto che dovrei scrivere qualcosa in italiano... ma tanto qua, tra le alpi e mar ligure, tutti lo conoscono più che bene il egregio signor luzzati, e quindi lasciamo perdere le mie spiegazioni del cavolo. magari, se il tempo non stringe, guardate solo le foto! ;)))


to jest muzeum kina w turynie! w niedziele wybraliśmy się, właśnie tutaj, z dziećmi na wystawę luzzatiego i gianiniego. luzzati to chyba niezbyt znana postać w polsce, ale tutaj miedzy alpami i morzem liguryjskim raczej tak. autor niezliczonej ilości prac, ilustrator książek dla dzieci, autor filmów animowanych. 

wystawa, którą odwiedziliśmy to zbiór storyboardów, szkiców, rysunków tła i postaci, wykonanych przez luzzatiego i wykorzystanych w filmach (w tym dwóch które kandydowały do oskara), stworzonych w duecie gianinim na przestrzeni ich wieloletniej współpracy.




mam wielki sentyment do luzzatiego.jak dla mnie jest artystą totalnym, i to (moim zdaniem) widać we wszystkim co zrobił. czuję te twory, rysunki i collages od początku do końca, tam nie ma ani okruszynki oszustwa i udawania, tandeta zamienia się w bogactwo, a blichtr w zaczarowany świat.

najbardziej zaczarowany jest oczywiscie "czrodziejski flet".





na każdym kroku przewija się pulcinella. (niestety nie przepadam za commedia dell'arte.)


no i cudowna "sroka złodziejka" - czyż nie jest niesamowita?




a jak pieknie tanczy! prawdziwa baletnica.


tę małą animację zmontowałam z fotki z wystawy :)))
mam nadzieję, że luzzati zza grobu wybaczy mi tę profanację...

szkoda tylko, że przeogromna wystawa "rozsypała" się we wnętrzu monumentalnej wieży - mole antoneliana. z jednej strony ciasny pawilonik w środku głównego holu, z drugiej - długa wspinaczka po spirali we wnętrzu, sprawiły, że nie można było nacieszyć się "byciem" w świecie luzzatiego, a eksponaty z muzeum kina (ogromne scenografie i ekrany z fragmentami znanych filmów) skutecznie zakłócały odbiór. no cóż, bywa i tak. mimo wszystko było warto.

you can read in english about the luzzati-gianini exhibition in mole antoneliana HERE.
anf for all those who wanto to see the famous luzzati's aniimations, please have a look HERE.

enjoy! :)))


Thursday, 7 February 2013

brunhilda alias broomhilde / django unchained

brunhilda story from wiki

from wikipedia.org

does broom-hilda have something to do with a broom?
or in the other words - how to weave an absurd braid of norse mythology, slavery and bloody carnage in western shell. glory, oh Master! I'm quite touched, although three hours are still a lot, and besides, you have become a little bit sentimental, you know? but I do not mind, because Tarantino's movies are the only form in which I can easily stand romantic, sweet-sticky-to-eyes scenes, flowing look and a happy ending. oh, and a kiss for leo, which is beautiful only as moody and extremely angry, slightly oldish little boy.

czy broom-hilda ma coś wspólnego z miotłą?
czyli jak upleść absurdalny warkoczyk z nordyckiej mitologii, niewolnictwa i krwawej jatki w otoczce westernu. mistrzu chylę czoła, jestem wręcz wzruszona, choć 3 godziny to jednak dużo, a poza tym stajesz się odrobinkę sentymentalny, wiesz? ale mnie to nie przeszkadza, bo filmy Tarantino to jedyna forma, w której jestem w stanie znieść romantyczne, lepiące się do ócz sceny, powłóczyste spojrzenia i happy end. ach, no i buziaczek dla leo, który jest piękny wyłącznie jako rozkapryszony i na wskroś zły, lekko podstarzały chłopczyk.

Monday, 21 January 2013

mięso / meat

w środku nocy wchodzę do jasno oświetlonego pokoju. białe światło jarzeniówek zawsze powoduje u mnie mdłości i zachwiania równowagi (przewracam się). widzę półki i równo ułożone na nich paczuszki. w powietrzu unosi się zapach rdzy, a w głębi za piwnicznymi regałami krząta się z zapamiętaniem pewna znana na arenie polskiej sztuki współczesnej postać. pakuje kawałki mięsa i kości w foliowany papier od rzeźnika. witam się i postać miło się do mnie uśmiecha. pytam co robi z tym mięsem i w tej samej chwili widzę, że trzyma w dłoni ludzki palec. zaskoczona (i przestraszona) patrze jak zawija palec w papier, podpisuje cienkopisem i odkłada na półkę. potem odwraca się do mnie i mówi:
"to moja nowa instalacja. prawdziwa sztuka. kawałki ciał najważniejszych ludzi, artystów z całego świata. ofiarowali kawałek siebie w imię prawdziwe sztuki, dosłownie. to jest właśnie magazyn. wkrótce wszystko to zostanie zamrożone, sama czujesz, że trochę tu już śmierdzi, muszę się pospieszyć, zostanie zamrożone na zawsze. ten bunkier-chłodnia przetrzyma wszystko, nawet wybuch bomby atomowej. (intensywnie myślę jaka jest szansa w naszych czasach, że jakaś bomba atomowa rzeczywiście wybuchnie) to jest prawdziwe życie, wciaz powtarzasz, że sztuka z życiem nie styka się w żadnym punkcie (ja? ja tak mowie??? przecież się już na te tematy od ładnych paru lat nie wypowiadam!!!) otóż nie - tu się właśnie zetknie, bo to jest świątynia cierpienia, powyrywanych części ciała, ból fizyczny, a nie egzystencjalny - wyssany z palca, wydumany, jak ta cała współczesna sztuka, która do naszej pierwotnej natury już nijak nie przystaje. trzeba odwołać się właśnie do pierwotności, do naszych źródeł, tu jest właśnie kwintesencja bycia człowiekiem, bo któż jak nie człowiek wpadłby na tak genialny pomysł, któż jak nie człowiek zdobyłby się na tak ostateczny krok. no... ale nie boj się, te fragmenty ciała im odrosną - zsypuje do papierka garść żółtych zębów, które grzechoczą w dłoni - jak u dżdżownicy, mamy wiele serc, to nie jest problem. a jak nie odrosną, to się jakoś zrekonstruuje, stać ich na to. to sami ważni ludzie. i ważny jest sam moment amputacji, wszystko sfilmowane. ból to kluczowy moment w życiu, potem wszystko się goi, ale bólu się nie zapomina. zobaczysz, mój magazyn będzie głośnym wydarzeniem, zapomnij o kozyrze i hirstcie i ich biednych zwierzątkach, nie ma porównania, ja tu ludzi pokazuje... to przed chwila było żywe ciało, a teraz jest eksponatem w moim prywatnym muzeum."
potem było coś jeszcze, jakieś urywane obrazy, mówiłam coś, ale nie pamiętam co. sen trwał jeszcze trochę, a potem płynnie przeszedł w inny. i było to coś mniej krwistego.


od wczoraj zastanawiam się jak to się stało, że moja głowa wypełniła się tym demonicznym obrazem, skąd się wzięła ta zawiła pseudo-logika i spójność. (jasne, za dużo czytam dziwnych książek). doszłam jednak do jednego konstruktywnego wniosku - to może być pierwszy w historii scenariusz do art-horroru ;)))

Friday, 4 May 2012

melancholia

a mental kick to the brain
an aesthetic kiss into your eyes
your heart squeezed in the fist of lars von trier
melancholia.


Wednesday, 14 September 2011

nowe horyzonty \ new horizons

lipec był juz dawno, prawda? ale co tam...
dlatego teraz, znów spóźniona, uwieczniam mój filmowy maraton, przypadkowy, ale bardzo trafiony, skomponowany nie według zachcianki, ale zgodnie z czasem, który miałam do dyspozycji.
 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
july has passed long ago, hasn't it? well... nevermind...
so only now, late as always, I write down the list of movies from my festival marathon, it is quite casual, but very successful, composed  not according to whims, but  according to the free time I had.

Volcano (Eldifjall) by Rúnar Rúnarsson

The Brothers Grimm by Terry Gillian
La huida by Victor Carry
Raigyo by Takahisa Zeze
Running in madness, dying in love by Koji Wakamatsu
Coś w tym gatunku by Urszula Palusińska
Lucky day forever by Alek Wasilewski
Essential killing by Jerzy Skolimowski
Tideland by Terry Gillian

Lønsj by Eva Sørhaug


dzieci też miały swoje pięć minut, nie tylko podczas oglądania norweskich animacji Pjotra Sapjegina i Anity Kili, ale również na warsztatach po każdej projekcji. wielkie dzięki dla organizatorów.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
also the kids had fun during the festival, not only watching the norwegian animations by Pjotr Sapjegin and Anita Kili, but also partecipating to the workshops after each show. big thanks to the organizators.