Wednesday, 14 September 2011

nowe horyzonty \ new horizons

lipec był juz dawno, prawda? ale co tam...
dlatego teraz, znów spóźniona, uwieczniam mój filmowy maraton, przypadkowy, ale bardzo trafiony, skomponowany nie według zachcianki, ale zgodnie z czasem, który miałam do dyspozycji.
 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
july has passed long ago, hasn't it? well... nevermind...
so only now, late as always, I write down the list of movies from my festival marathon, it is quite casual, but very successful, composed  not according to whims, but  according to the free time I had.

Volcano (Eldifjall) by Rúnar Rúnarsson

The Brothers Grimm by Terry Gillian
La huida by Victor Carry
Raigyo by Takahisa Zeze
Running in madness, dying in love by Koji Wakamatsu
Coś w tym gatunku by Urszula Palusińska
Lucky day forever by Alek Wasilewski
Essential killing by Jerzy Skolimowski
Tideland by Terry Gillian

Lønsj by Eva Sørhaug


dzieci też miały swoje pięć minut, nie tylko podczas oglądania norweskich animacji Pjotra Sapjegina i Anity Kili, ale również na warsztatach po każdej projekcji. wielkie dzięki dla organizatorów.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
also the kids had fun during the festival, not only watching the norwegian animations by Pjotr Sapjegin and Anita Kili, but also partecipating to the workshops after each show. big thanks to the organizators.



Monday, 12 September 2011

the ugliest is the sweetest

this is our new friend. after its predecessor decease it was bought on sale as the last exemplar in the pet store. in this case the ugliest means the sweetest. i admit - i'm deeply in love with it. any idea how to call him \ her \ it? the orange one is called Dorothy in hommage to muppet Elmo, but with this telescopic hybrid of a carp and a goldfish i am really in difficulty... please help!





(the piece of glass that you can see on the first picture is a glass footprint of tarasina :)))

Friday, 9 September 2011

Muzeum Współczesne Wrocław \ Wrocław Contemporary Museum


i confess i have 'domesticated' one of the biggest nightmares of my childhood - the german air-raid shelter on legnicka street in wrocław. I had been always afraid of this building - the result of sofisticated anti-german education of the polish communist party and the propaganda TV series about the second world war "the four men of the tank-crew and a dog". it seemed abandoned and every time we passed there (and we passed every time we had to get to the center from popowice district) i was waiting to hear shooting from the little holes in its round walls. once it looked like that:



 now it is a bit different:



i really do not know how they did it, but they did - they managed to finish almost all the works inside. i payed a little visit to the bunker with viola on wednesday before opening and the very first person we met was a man opening the door with a bloody "f**k" on his mouth, high culture - viola said. i guess nobody slept the last nights, because when i went to the 'gifts exhange' exhibition on saturday it looked like that:






and this is the beautiful café designed for the museum by sabina lang and daniel baumann. i've heard that some persons have tried to walk there counting the times they tripped on the steps and there was no way not to stumble while walking. i imagine the future guests of the café trying to get to their "tables" with some cups of coffee... weird sense of humor of the designers...


and a few shots from the 'gfits exhange', thank you everybody! for your cheerful company, lot of talking and some laugh. warm greetings to the old friends that i found again, and to those that i've never lost.


hereby i consider the wrocław contemporary museum to be opened!

Thursday, 8 September 2011

update

z dużym opóźnieniem zabieram sie do uaktualnienia mego nieszczęsnego bloga, do którego tracę już trochę serce. ciekawe ile jeszcze pociągnę to pisanie w kosmos... mam nadzieję, że było to tylko wakacyjne rozleniwienie.

Monday, 22 August 2011

pałac ostrogskich

jak homo-pisarze piszą książki, to głównie idą w seks, władzę i pieniądze, chociaż czasem zdarza się, że piszą i o miłości... a jak książkę spłodzi hetero-pisarz, to mamy sens życia i muzykę operową okraszoną lekkostrawną filozofią dla blondynek (blondynki to uwielbiają, wiem, bo jestem blondynką). moje ostatnie odkrycie:

"Większość krajów świata to kraje albo bardzo biedne, albo bardzo bogate. Prawie nie ma krajów średnich. Polska jest jednym z nielicznych krajów średnich i ktoś w Nowym Jorku uznał, że zbadanie projektu w idealnie średnich warunkach może pozwolić na określenie pewnych trendów, które mogą się okazać wspólne dla wszystkich krajów, zarówno biednych, jak i bogatych. A poza tym, skoro kapitał ma tendencję do uciekania z krajów bogatych do biednych, to za jakiś czas cały świat może się uśrednić i w przyszłości szara, nudna, kanciasta polskość będzie standardem światowym. Dlatego dobrze jest obserwować Polskę, żeby się do takich warunków przygotować."

i jeszcze:

"We Wrocławiu można dobrze zjeść. Na pewno miało to jakieś znaczenie dla Eweliny przy planowaniu wycieczki, ale najważniejsza była woda. Wrocław, oprócz Odry, ma jeszcze kilka innych rzek, sieć kanałów, sto dwanaście mostów, a gdy przychodzi wiosenna powódź, staje się jeziorem. Ale poza tym, że woda jest na powierzchni, woda jest pod spodem. Wrocław stoi na całym systemie podziemnych kanałów, zalanych korytarzy, bunkrów i sztolni, sal. Teoretycznie nie wolno w nim nurkować.
Naokoło Wrocławia rozciąga się równina, na której stoi sobie, zupełnie idiotycznie wyjęta z kontekstu, prawdziwa górska góra. Jest to Ślęża, czyli Sobótka. Miejsce kultów pogańskich i szatańskich. Gdy robi się ciemno, docieramy na polanę, na której kłębią się nieforemne kamienne kształty, jak gdyby ktoś wyrzeźbił w skale wielkie embriony. miejscowi znawcy twierdzą, że rzeźby są celtyckie, ale ja w to wątpię. Jeśli wierzyć starorzymskim autorom, mieściła się tutaj kwatera główna Naharwalów czy też Nahanarwalów. Autorzy późniejsi nie są zgodni, czy Nahanarwale byli Germanami, Wenetami czy Słowianami. Pewne jest tylko jedno: pewnego razu stąd zniknęli i odnaleźli się w Afryce Północnej."

to tyle wątków patriotycznych, reszta jest kryminałem ;)

Tomasz Piątek "Pałac Ostrogskich"